Wygoda dla użytkownika: już pojazdy sprzed 100 lat były wyposażone we włącznik zapłonu. Wystarczyło włożyć kluczyk do stacyjki i go przekręcić, a rozrusznik „budził” spalinowy silnik. Wcześniej elektryczny rozrusznik – który nierzadko stanowił opcjonalne wyposażenie – musiał być aktywowany za pomocą oddzielnego przełącznika. Klucz pełnił funkcję „upoważnienia” do korzystania z pojazdu.
Autonomia: kluczyk do uruchamiania zapłonu szybko stał się standardem – i swego rodzaju symbolem nowoczesnej, indywidualnej mobilności, zwłaszcza że pozwalał nie tylko na uruchomienie silnika, ale też zwalniał blokadę kierownicy.
Prostota: dawniej osobny kluczyk służył do uruchamiania zapłonu, a inny – do zamków drzwi. Dopiero po II wojnie światowej popularność zaczął zyskiwać klucz uniwersalny.
Jeden impuls, wszystkie drzwi: kluczyk do stacyjki po raz pierwszy stał się nadajnikiem sygnału wraz z wprowadzeniem centralnego zamka – począwszy od lat 60. XX wieku. Pozwalał otwierać nie tylko drzwi kierowcy, ale także pozostałe drzwi oraz tylną pokrywę. Pierwszym Mercedesem wyposażonym w centralny zamek był 300 SE z długim rozstawem osi (W 112).
Za naciśnięciem przycisku: przez lata funkcjonalność samochodowego kluczyka była systematycznie doskonalona. W latach 90. kluczyki stały się pilotami do odblokowywania i blokowania drzwi. Następnym krokiem było wyeliminowanie grota. Mała plastikowa obudowa kształtem przypominała kluczyk i miała wbudowany system elektroniczny, który komunikował się z pojazdem: samochód przyjmował polecenie uruchomienia silnika po rozpoznaniu włożenia prawidłowego „kluczyka” do stacyjki i przekręceniu go. Tradycyjny grot nadal był dołączony do zestawu – pozwalał otworzyć drzwi kierowcy w przypadku awarii centralnego zamka.
Ewolucja: i choć w wielu samochodach nadal używało się kluczyków z metalową końcówką, to plastikowa główka w większości przypadków mieściła już elektronikę, pozwalającą dezaktywować immobilizer i realizować zdalne sterowanie. Z czasem pojawił się tzw. dostęp bezkluczykowy: w zależności od wyposażenia samochody pozwalały użytkownikom na pozostawienie elektronicznej jednostki w kieszeni lub torebce – odblokowanie drzwi i ich blokowanie następowało automatycznie. Mercedes-Benz wprowadził bezkluczykowy dostęp KEYLESS-GO w 1999 r., w ówczesnej Klasie S (seria 220). To samo dotyczyło uruchamiania zapłonu. Aby „zapalić” lub „zgasić” silnik, w wielu autach wystarczy dziś nacisnąć przycisk start/stop na desce rozdzielczej. Nie trzeba już przekręcać kluczyka w stacyjce – ostatniej pozostałości po uruchamianiu jednostki napędowej za pomocą korby, czyli wyczerpującym procesie sięgającym początków pojazdów mechanicznych.
Cyfrowy świat: obecnie rośnie popularność kompaktowych, inteligentnych kluczy z zapisanymi profilami użytkowników pojazdu. Albo smartfonów wyposażonych w wirtualny klucz do samochodu. Czujniki w samochodzie identyfikują urządzenie i udzielają dostępu do pojazdu.
Źródło: Mercedes-Benz
Niewiele samochodów użytkowych ma tak jednoznaczny adres. Od ponad dwóch dekad każdy Volkswagen Caddy, niezależnie…
Jeszcze kilka lat temu producenci rozwijali oddzielne systemy dla samochodów, robotów czy autonomicznych pojazdów XPENG…
Jak się okazuje, każdy producent ma przysłowiowego asa w rękawie. W naszym przypadku jest to…
Zakończyły się licytacje siedmiu egzemplarzy GR Yarisa w limitowanych wersjach specjalnych MORIZO RR oraz Sébastien…
Bentley zapowiada premierę Nicolaus Copernicus Collection, która jest wyjątkową kolekcją samochodów stworzoną z inspiracji do…
Formentor, Terramar, Born, Tavascan czy Raval – dla większości kierowców to po prostu nazwy modeli.…